Jak były bankowiec wybiera kredyt dla siebie

W ostatnim poście Siergiej poruszył ciekawy temat dotyczący relacji Pośrednik-Klient w branży finansowej. Wiemy jak powinna ona wyglądać w teorii, widzimy jak wygląda ona w rzeczywistości i stąd bierze się u nas pewien dysonans. To on sprawia, że cały rynek traktuje instytucję pośrednika jako „zło koniecznie”. Dla banków pośrednik jest dodatkowym kanałem pozyskiwania tzw. leadów (czyli danych osób zainteresowanych wzięciem kredytu). Sam zainteresowany… ma nadzieję, że może jemu się poszczęści i znajdzie pośrednika, który żyje w zgodzie z misją niesienia prawdziwej pomocy potrzebującemu (najlepszego kredytu).

Jak w takim razie wygląda sprawa z pracownikami banku rozliczanymi ze sprzedaży produktów bankowych? Przecież bankowi sprzedawcy, nazywani zwykle Doradcami Klienta, mają również plany sprzedażowe. Również są ludźmi i mają prawo… można iść jeszcze długo tą ścieżką. Jak to wygląda w praktyce?

Były bankowiec wybiera kredyt

Nie dalej jak 9 miesięcy temu przypadkowy telefon od miłej pani z infolinii Idea Bank padł u mnie na bardzo podatny grunt. Moja działalność gospodarcza mocno ucierpiała na skutek tzw. zatorów płatniczych – to taka bardzo wyboista droga po której przewożone są zarobione przez moją firmę „worki talarów” – dlatego z chęcią umówiłem się na spotkanie „na którym nasz bankier przedstawi Panu najlepszą…” (znacie pewnie tę formułkę).

Na spotkaniu młoda bankierka – nazwijmy ją Panią Magdą – przedstawiła mi szeroką listę zalet skrojonego na miarę firmy z branży MSP kredytu. No nie powiem, oferta leżała jak ulał: wszystkie formalności w tydzień, niskie oprocentowanie dzięki gwarancje de minimis BGK, spłata rozłożona na okres, który pozwalał na osiągnięcie maksymalnie minimalnej raty (o ile istnieje coś takiego), niskiej prowizji za przyznanie kredytu, potwierdzenie płatności podatków zamiast zaświadczeń o niezaleganiu, etc. Cud malina!

Ponieważ z branżą finansowo-bankową miałem bliską styczność przez 7 lat swojej dotychczasowej kariery i trochę o działaniu banków wiem, włączyłem tryb „bankier wybiera kredyt” i zacząłem zadawać Pani Magdzie podchwytliwe pytania. Lecę przez alfabet i nic. Pani Magda cierpliwie tłumaczy, nawet żyłka na skroni jej nie drgnie – oferta czysta jak łza, czyli jest jakby inaczej niż oczekiwałbym po ofercie z tej grupy kapitałowej. W końcu pojawia się pierwsza rysa przy „R” jak „rata”. Pani Magda w przeciwieństwie do mnie, nawet nie zapowietrzyła się, kiedy na głos wymawiała wysokość raty. Nie wierząc w to co słyszę, sięgam po telefon, odpalam kalkulator (bo spodziewałem się zupełnie innej kwoty, ale przecież nawet ja mogę się pomylić), wprowadzam dane i otrzymuje wynik zgodny z moimi przypuszczeniami – niższy o 33% od tego co właśnie usłyszałem. Zacząłem drążyć temat i okazało się, że nawet w takim momencie Pani Magda staje na wysokości zadania (ach, mieć takiego sprzedawcę w firmie…) i bez zawahania wyjaśnia mi, że to jest ubezpieczenie – składka miesięczna to 1% wartości udzielonego kredytu. „Wie pan, WIBOR spada, a banki muszą na czymś zarabiać, dlatego dorzucają takie ubezpieczenie”. Książkowe przeniesienie odpowiedzialności na kogoś innego.

W tym momencie, mój spokój duszy w temacie wsparcia bieżącej płynności w mojej firmie prysł jak bańka mydlana. Został on pogrzebany przez egzotyczny produkt o wdzięcznej nazwie Ubezpieczenie od Utraty Stabilności Finansowej oferowanego przez TU Europa. Na myśl o podpisaniu umowy w takiej postaci, to jak… przed oczami mam tabun złoczyńców, którzy się nawet nie próbują uśmiechać…

„Pani Magdaleno, nie jestem w stanie przyjąć takiej oferty, ponieważ nie udźwignę takiej raty, a dodatkowo mam mocny wewnętrzny sprzeciw przed kupowaniem takich produktów. Mam niestety polisolokatę TU Europa, z której nie mogę się w rozsądny sposób wymiksować i to mi wystarcza”.
Pani Magda umiejętnie przerywa mój monolog, a ja się czuję jakbym w końcu znalazł przyjaciela w banku. Okazuje się, że Niezwykle-Sprytna-i-Rezolutna-Pani-Magda ma na to rozwiązanie – po podpisaniu umowy będę mógł wypowiedzieć umowę ubezpieczenia, bo OWU na to pozwala, a bank z ciężkim sercem przyjmuje w zamian za jedno z innych ubezpieczeń, które zaraz poznam. „Pan sobie zapisze, bo wie Pan, takich rzeczy nie przesyła się mailem” – jak w scenach z „Allo Allo”, kiedy Michelle z ruchu oporu mówi „Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać!”…

Czy Pani Magda jest nową Matką Teresą? Czy podpisałem umowę? Czy mimo swojej wiedzy przeoczyłem dodatkowe gwiazdki w małym druczku? Czy były bankowiec wybiera kredyt najlepszy cenowo? Już w kolejnym wpisie 😉

No Comments

Click on a tab to select how you'd like to leave your comment

Post A Comment

*