Porównywarka kredytów – jak zarabia i czy pokazuje Ci wszystko – lekcja nr 1

Poszukiwanie kredytu przez porównywarkę, przy założeniu, że mam dostęp do wszystkich ofert z rynku w jednym miejscu, to oczywista oszczędność czasu – mogę przecież szybciej wyselekcjonować korzystne dla mnie propozycje, niż gdybym robił to samodzielnie, zaczynając najpierw od sprawdzenia, jakie oferty są dostępne, a następnie zestawiając ze sobą ich koszt i warunki konieczne do jego uzyskania. A co, jeśli założenie jest błędne?

Co jeśli w większości zestawień uwzględniane są oferty tylko tych banków, które związane są z porównywarkami systemem partnerskim, czyli usługą na świadczenie reklamy.

Jednym słowem za imię, nazwisko, e-mail, numer telefonu, formę zatrudnienia, dochód, BIK + dane dotyczące zapotrzebowanego produktu, dostaję zaledwie część ofert, które wcale nie muszą okazać się dla mnie tymi najtańszymi. Nie wiem też w ilu bazach ostatecznie lądują moje dane i kto jest upoważniony do ich przetwarzania – porównywarka, partner, bank? Z oszczędności czasu, którą zyskuję na „wybiórczej” agregacji ofert, muszę więc potrącić koszt utraconej korzyści na tych ofertach, które nie uczestniczą w rankingu, a są na rynku dostępne i mogą zapewnić mi lepsze warunki niż te, które sugerują wyniki porównywarki.

Takie wnioski wyciągnąłem z moich osatnich doświadczeń. Ponad miesiąc temu (jeszcze w grudniu 2015 r.) siedząc na kanapie przeszukałem internet, żeby sprawdzić oferty kredytowe. Przy każdym prawie zapytaniu o „kredyt gotowkowy bank x” wpisanym do Googla, obok stron ofertowych szukanych instytucji, wyskakiwały mi średnio dwie porównywarki. W tym comperia.pl z obiecującym „Porównaj-Wybierz-Oszczędzaj”, uznałem więc, dlaczego nie, zyskam na czasie. Kredyt na 50 tys. i okres 50 miesięcy, podałem e-mail, telefon – zbaczymy, co podpowie. A oto w skrócie proces, przez który przeszedłem zanim skontaktował się ze mną bank i niejasności, jakie spotkały mnie po drodze, a których do tej pory nie wyjaśnił mi nikt…

Z listy ofert uporządkowanych od tej najtańszej (najniższe RRSO) do tych najdroższych, wybrałem ING. Pomyślicie – dlaczego wziąłem pozycję ze środka? – bank ma wśród konsumentów przyzwoitą „prasę” i mocny brand, więc celuję po linii wiedzy z rynku.

Rano następnego dnia otrzymałem telefon. I tu pierwsze zaskoczenie – dzwoni przedstawiciel Comperii, a nie ING – a przecież wypełniłem formularz ze zgodą do bezpośredniego kontaktu ze mną doradcy z banku No ale czemu nie, porozmawiam, może chcą mnie jakoś wprowadzić, potwierdzić wszystkie dane. Spodziewałem się więc w pierwszej minucie usłyszeć podsumowanie mojej wczorajszej sesji, wstępnych warunków wybranej oferty, itd. Poniosła mnie wyobraźnia. Okazało się, że Pani z którą rozmawiam nie ma pojęcia, jakiego kredytu szukam. Podałem więc raz jeszcze kwotę i okres kredytowania, jakim jestem zainteresowany. Pani dopytała jeszcze o formę zatrudnienia, dochód netto i czy mój BIK jest „w porządku”. Hmmm, znam co prawda swoją ocenę punktową z ostatniego miesiąca, ale złożyłem w międzyczasie zapytanie kredytowe, które może obniżyć mój scoring przy najbliższej aktualizacji danych – a, że ta następuje nie rzadziej niż raz w miesiącu, to mogę się potencjalnie co do swojego BIK score mylić. Dopytałam więc, o jakie dane dokładnie chodzi – wystarczyła tylko informacja, czy spłacam kredyty regularnie – ok, to mogłem podać bez zaglądania do BIKu.

Wszystkie dane zebrane. Pani uprzejmie oznajmia mi, że najlepszy kredyt dla mnie to…. oferta ALIOR banku, tadam. Rzeczywiście znalazała się w zestawieniu (w jednej z trzech górnych pozycji, których niestety nie uchwyciłem na screenie). Zapytałem więc, dlaczego akurat tę ofertę mi rekomenduje – zawsze można zmienić zdanie… „Bo jej oprocentowanie wynosi tylko 5%” – padla wyczerpująca odpowiedź. Ale przecież oferta 5% nie mówi mi o całkowitym koszcie kredytu, możliwych dodatkowych opłatach i prowizji. Nie mogę więc na tej jednej danej ocenić, czy nie przepłacam. Pani nie chciała wchodzić w szczegóły, ale uświadomiła mnie, że nie mam zbyt szerokiego wyboru, bo tylko Alior bank oferuje kredyty do tak dużych kwot.

Ale zaraz zaraz, przecież ranking wskazał mi kilka ofert, a sam znam najwyżej jeden średni bank, który nie udziela kredytów o takiej wartości. Daję więc mojej rozmówczyni grzecznie do zrozumienia, że mam wątpliwości, czy oferta jest dla mnie korzystnazakładałem skądinąd, że zapytanie powinno dać więcej odpowiedzi z rynku, niż tylko jednego banku. Okazało się, że nie jest jednak tak źle – po „magicznej” chwili Pani udało się znaleźć nieco więcej ofert godnych polecenia, w tym: BGŻ-tu, PKO BP, Deutsche Banku i Raiffeisen Banku Polska. Dopytałem jeszcze z ciekawości o BZW BK i EURO bank – ten ostatni pojawił się przecież w zestawieniu… i dostałem, skoro prośba, na otrzeźwienie:

„z tymi bankami nie współpracujemy”.

Wróć: „Ale jak to? Jeden z nich jest przecież uwzględniony w wynikach porównania. To co to znaczy, że „nie współpracujemy”? Dlaczego jest w zestawieniu Eurobank, a nie ma BZ WBK? Jest jeszcze jakiś inny system zarabiania na przekierowaniach klientów, niż ten oparty na umowie reklamowej z bankami? Może te, które nie płacą za samo zapytanie, płacą za coś innego?” – mam pewne typy, ale sprawdzam póki co celność, dam znać. Wrócił za to po drugiej stronie rzeczowy głos Pani, zapewniający mnie, że selekcja ofert do mojego zapytania przeprowadzana została starannie, obejmując wszystkie codziennie aktualizowane oferty w bazie i eliminując np. Santander bank, ponieważ udziela kredytów tylko do 20 tys. zł i inny – w ocenie Pani „szemrany”, którego nazwy z uwagi na nieznajomość uzasadnienia tej opinii nie będę ujawniał.

Ponieważ Pani nie wchodziła w szczegóły polecanych ofert, a jest przekonana, że do właściwej decyzji powinienem je poznać, zaproponowała, że wyśle moją aplikację do wszystkich wskazanych banków, żeby te mogły wrócić do mnie z ów szczegółami. No i strzał w kolano z nienacka – przecież to „zabiorowa” aplikacja, na podstawie której BIK może ostro obniżyć ocenę mojej wiarygodności kredytowej. Byłoby. Odmówiłem więc mając nadzieję, że propozycja padła bez świadomości konsekwencji, na jakie mnie naraża. Tak czy inaczej brak tej świadomości po stronie konsultanta oznacza ryzyko działania na szkodę rzetelności finansowej klienta – jeśli nie wiedziałbym, że BIK takie dane ewidencjonuje i obciąża nimi historię kredytową, nie miałbym powodu na takie rozwiązanie się nie zgodzić. W końcu to oszczędnosć czasu – banki skontaktują się ze mną same. A co zyskałaby na tym sama Comperia? I zdaje się, że tu jest pies pogrzebany – każdy formularz wysyłany do banku z zapytaniem o kredyt oznacza dla Comperii zysk. Zanim więc postanowicie o kontakcie z bankiem, przeanalizujcie raz jeszcze interesujące Was pozycje, wejdzie na strony banków, sprawdźcie aktualne oferty i porównawczo koszt Waszego kredytu przy użyciu bankowego kalkulatora (większość instytucji udostępnia takie na swoich stronach). Mając tę wiedzę, skierujcie zapytanie tylko tam, gdzie po analizie opłaca się  Wam aplikować.

Jak skończyła się moja historia?

Po dwóch dniach otrzymałem telefon z ING. Profesjonalny, troche spóżniony. Niestety Bank nie posiadał żadnych informacji dotyczących mojego zapytania kredytowego. Wróciłem więc do punktu wyjścia, czyli odpowiedzi na pytanie: „jak możemy Panu pomóc”?

Jakie wnioski?

  1. Trudno powiedzieć, że oferta porównywarki zaoszczędziła mój czas
  2. Doradca Comperii zaproponował mi kredyt dobrany do potrzeb… porównywarki
  3. Z dużym prawdopodobieństwem oferta kredytu nie była dla mnie najmniej kosztowną
  4. Nie otrzymałem pełnej informacji o rynku
  5. Porównywarka wyrażnie faworyzowała wybrane banki, wypaczając obraz oferty rynkowej

O ile nie można odmówić porównywarkom faktu, że są wygodnym narzędziem poszukiwania ofert, o tyle należy pamiętać, że wygoda ta nie powinna zwalniać nas z samodzielnego, niezależnego myślenia i krytycyzmu. Po pierwsze należy mieć świadomość, że celem istnienia porównywarek są przede wszystkim zyski, które właściciele strony czerpią na trzy sposoby. Dla przypadku w Comperii, z której usług skorzystałem głównym źródłem przychodów są usługi reklamowe świadczone dla wybranych banków. W zakresie usługi reklamowej Comperia porównuje poszczególne produkty oferowane w danym czasie przez wybrane instytucje finansowe.

“Informacje dotyczące prezentacji Świadczeniodawców (instytucji finansowych), wykorzystane na potrzeby Porównywarki dotyczą subiektywnie wybranego przez Usługodawcę (Comperię) zbioru Produktów oferowanych na rynku polskim oraz prezentacji produktowej poszczególnych banków oraz towarzystw ubezpieczeniowych, które w subiektywnej ocenie Usługodawcy, mogą być reprezentatywne. Usługodawca nie wyklucza możliwości występowania w ofercie produktowej poszczególnych Świadczeniodawców warunków, w tym bardziej preferencyjnych, i nie jest zobowiązany do jakichkolwiek działań z tym związanych.” (zapis z regulaminu Comperii)

W przypadku wyrażenia przez internautę zainteresowania danym produktem, wypełnia on formularz kontaktowy, a jego dane przekazane są do instytucji finansowej, z prośbą o kontakt (to jest tzw. „lead”). Za generowanie „leadów” porównywarka otrzymuje od instytucji finansowych prowizję, niezależnie od tego, czy dochodzi do sfinalizowania transakcji pomiędzy instytucją finansową a internautą, czy nie. Drugim sposobem pozyskiwania dochodu jest przeprowadzanie wizerunkowych kampanii reklamowych w serwisie porównywarki dla banków oraz podmiotów spoza sektora finansowego. Trzecim natomiast przychody od banków i domów mediowych za uzyskanie specjalnej widoczności danej instytucji w porównywarce (np. znalezienie się banku w sekcji „oferty sponsorowane”, „oferty promowane” lub inaczej wyróżnione).

Bądźmy więc czujni i starajmy się weryfikować wyniki porównywarek samodzielnie. Potraktujmy je jako punkt wyjścia do poszukiwań. Zaciągnięcie kredytu to zbyt poważna i kosztowna decyzja, by pozostawiać ją jednemu wynikowi. I pamiętajcie w znakomitej większości porównań uczestniczą tylko te banki, które objęte są systemem partnerskim (czyli zarabianiem na promowaniu ofert banku) wykluczone natomiast są te, które nie płacą za taką formę promocji. Oznacza to, że możecie mieć dostęp do ograniczonej i niekoniecznie najkorzystniejszej oferty rynku. Pamiętajcie więc o zdrowym rozsądku i samodzielnej weryfikacji.

No Comments

Click on a tab to select how you'd like to leave your comment

Post A Comment

*