The Big Short – 5 faktów o kryzysie 2008 r.

To co o tym filmie myślę jest dalekie od prób recenzji.

Jestem mniej niż przeciętnie zorientowanym w języku krytyki filmowej „oglądaczem” i to czego w ekranowej rzeczywistości najmocniej szukam  to nie tyle rzemiosło artystyczne: role, zdjęcia, efekty, dialogi (choć na swój niewykształcony filmoznawczo gust potrafię je docenić, ba! zachwycić się), ale to,co film ma do powiedzenia. Co wynika z historii i jakie ona ma, lub może mieć analogie do tego, co się dzieje poza ekranem, a ściślej mówiąc, w jakim stopniu przekręty bonzów z Wall Street, powinny obchodzić mnie.

Z jednej strony trudno potraktować ten film „odkrywczo” – wszyscy mniej więcej znamy „fabułę” kryzysu finansowego z 2008 roku, a z drugiej strony właśnie to „mniej więcej” jest kluczem do całości.

Po pierwsze dlatego, że o mechanizmie stojącym za tym krachem wiemy tak naprawdę niewiele. Znamy pewne hasła: że garstka kolesi z korporacyjnych gigantów doprowadziła do zapaści światowego rynku finansowego, że upadł Lehman Brothers, że większość gospodarek zalazła się w recesji i że wszystko to stało na hipotecznych „domkach z kart”, których ludzie nie byli w stanie spłacać. Ale jak to się wszystko zaczęło, dlaczego nie zapobiegł temu nadzór finansowy, rząd, ile to wszystko nas kosztowało i co czy ktokolwiek za to odpowiedział? To już tak oczywiste nie jest i z resztą mało kto mówi o tym w sposób dający się zrozumieć jako oczywisty. Po drugie dlatego, że film wcale nie stawia sobie za cel dokonania wiwisekcji wszystkich zawiłości tego procederu, tłumaczy dość intuicyjnie działanie całego systemu i co było jego ‘katalizatorem’, ale w dość dużym uproszczeniu. Nie jestem przekonana czy wszystkie elementy tej finansowej karuzeli da się wyjaśnić przy użyciu kilku gagów, utylizacji wczorajszych halibutów w dzisiejszej zupie z ryby (serio), czy lasce w kąpieli.  Dlatego właśnie  „mniej więcej”.

2006 rok. Kilka grup traderów odczytuje sygnały świadczące o bańce na rynku kredytów hipotecznych w Stanach,

która chwilę później eksploduje na całą światową gospodarkę, po drodze kosząc z nóg takich „nieśmiertelników” jak Lehman Brothers. Dostajemy uproszczony obraz działania wielkiej machiny spekulacyjnej, pewnych instrumentów finansowych, ludzi, którzy ten system stworzyli i tych, którzy pozwolili mu zarabiać i wreszcie konsekwencji, z jakimi cały ten przekręt uderza w nas. Nie w każdym momencie jest to powiedziane dobrze, a może nawet uczciwie, ale na pewno… przekonująco.


Najważniejsze wnioski z The Big Short – uprzedzam o nieprzypadkowej zbieżności z własnymi doświadczeniami

  1. „O czym oni do mnie mówią!?”

    Kredyty subprime (czyli prawie doskonałe, udzielane osobom pozbawionym zdolności kredytowej – od tego się zaczęło), swapy kredytowe („posiadanie polisy na czyjeś życie i jednocześnie licencji na zabicie tej osoby”), CDO (obligacja zabezpieczona długiem), CDS (umowa, w której jedna strona płaci drugiej określoną sumę, a ta w zamian zobowiązuje się pokryć zadłużenie, gdy dłużnik nie wywiązuje się w umowy kredytowej; im większe ryzyko, tym wyższa cena CDSu). Czarna magia. I dokładnie o taką reakcję chodzi. Cała ta finansowa nomenklatura, konstrukcje produktów, ich zawoalowany mechanizm działania, sposób sformułowania umów są nieprzypadkowo pomyślane tak, żebyśmy sądząc o ich skomplikowaniu chcieli i musieli polegać na banku, brokerze, doradcy. Chcemy ufać tym ludziom, bo w końcu powierzamy im swoje pieniądze. Niestety założenie, że ten kto sprzedaje produkt finansowy na pewno dobrze go zna i wszystkie ryzyka z nim związane i, że rekomenduje go trafnie do naszych zdolności finansowych, jest zawodne. Jak się okazuje, sami pracownicy branży finansowej mają trudność za zrozumieniem tego, co sprzedają i jakim ryzykiem może być obciążone. Brzmi znajomo?

     

  1. Mark Twain: “Nie wpędzi cię w kłopoty to, o czym nie wiesz, tylko to, o czym jesteś przekonany”. Zawsze są jakieś sygnały.

    Czy rzeczywiście tak niewielu zdawało sobie sprawę ze skali ryzyka? Czy właśnie mając jej świadomość zbagatelizowano prawdopodobieństwo, że może to z tak hukiem uderzyć w całą światową gospodarkę? Jesteśmy przecież zbyt wielcy, żeby się przewrócić. Karuzela ruszyła z naiwnym przekonaniem, że da się ją kontrolować –  otóż w pewnym momencie ryzyko przestało być możliwe do skontrolowania. A sygnały tego, od banków zaczynając, przez brokerów, regulatory finansowe i na agencjach ratingowych kończąc, zostały albo cynicznie zignorowane, albo milcząco przymknięto na nie oko – co w jednym i drugim przypadku daje dokładnie ten sam efekt – legitymizuje pompowanie bańki.

    Czy rzeczywiście dane z rynku były tak niejednoznaczne, żeby nie móc kryzysowi zapobiec? (trochę faktów spoza scenariusza):


    Kwiecień 2007
     – pierwsze bankructwa firm specjalizujących się w kredytach hipotecznych „subprime”, w tym drugiej co do wielkości na rynku w USA. Reakcja? Bank Rezerw Federalnych (Fed), rząd, inwestorzy, media – nie ma tematu, nikt nic nie widział. Niedługo potem w stan upadłości postawiane są kolejne instytucje kredytowe, a na wartości tracą rożne papiery dłużne zabezpieczone na kredytach hipotecznych. Tylko dlatego, że utrzymuje się trend rosnących cen nieruchomości, bank – w sytuacji niewypłacalności kredytobiorcy – może jeszcze pokryć swoje roszczenia hipoteką. No i ciach na przełomie 2006/2007 ceny nieruchomości lecą w dół, a kredyty hipoteczne z wysokim ryzykiem („subprime”) stają się długiem bez zabezpieczenia o wartości ok. 600 mld USD (stan na 2006 r., USA).

    Niestety sieć powiązań rynku z toksycznymi kredytami jest dużo bardziej rozległa – obejmuje oparte na nich obligacje i inne instrumenty finansowe, które znajdują się w posiadaniu dużej części  banków i funduszy. Trudno w takich warunkach nie wpaść na pomysł, że rynkowi finansowemu grozi destabilizacja i , że może to mieć poważny wpływ na politykę światową. A jednak – Henry Paulson, sekretarz skarbu w administracji prezydenta George’a W. Busha oświadcza, że: „za mojego życia globalna gospodarka nigdy jeszcze nie znajdowała się w tak znakomitej kondycji”. Niestety teza nie wytrzymała długo, notowania na giełdach w kolejnych miesiącach zaczynają spadać.

    Sierpień – Listopad 2007 – rząd uwalnia program pomocy dla kredytobiorców, którzy utracili zdolność obsługi hipoteki; Fed uruchamia fundusz ratunkowy o wartości ok. 40 mld USD, z którego bankom mają być wypłacane krótkoterminowe pożyczki – pierwsza reanimacja płynności na rynku finansowym. Trudna do przeoczenia.

    Styczeń 2008 – Światowe Forum Ekonomiczne publikuje diagnozę ryzyk dla globalnej koniunktury, m.in. zagrożenie recesją w USA i wzrost cen surowców energetycznych. Jako pilną określa konieczność ustalenia, dlaczego mimo wpompowania w system bankowy miliardów dolarów nie skutkuję to żadną korektą. Prezes FED Alan Greenspan oświadcza, że USA wchodzą w recesję (dwa kolejne kwartały ze spadkiem PKB), a Citigroup,  jeden z liderów finansowych świata, ogłasza prawie 10 miliardową (USD) stratę w ostatnim kwartale 2007 r. Światowe giełdy idą w dół.

    Marzec 2008 – toksyczne aktywa hipoteczne doprowadzają do utraty płynności piąty co do wielkości bank inwestycyjny w USA Bear Sterns, od którego właściwie zaczęło się domino kryzysu. Bank miał ok. 30 mld dolarów w obligacjach opartych na kredytach subprime. Konkurencyjny JP Morgan przejmuje go za kwotę niższą od wartości jego nowojorskiej siedziby. Jimmy Cayne – dyrektor generalny banku odszedł ze stanowiska dwa miesiące przed ‘burzą’ z rachunkiem ponad 376 mln USD i raptem kilkoma nieruchomościami: mieszkaniem w Plaza Hotel w Nowym Jorku, apartamentem na Park Avenue, willą na Jersey Shore, posiadłością na Florydzie. Czy przejął się na wiadomość o tym, że jego firma stanęła w marcu na krawędzi bankructwa? Nie udało się ustalić – nie mógł odebrać telefonu, był na turnieju brydżowym. Dotąd nie poniósł żadnej odpowiedzialności za kryzys.

  2. „Ludzie nie doceniają prawdopodobieństwa tego, że złe rzeczy mogą się im przydarzyć.”

    Brak ryzyka oznacza oszczędność na ubezpieczeniu. Po co się zabezpieczać, jeśli jesteś pewien? Tylko, na jakiej podstawie jesteś pewien? Czy istnieje jakaś obietnica, który może Ci dać gwarancję? Kto za tę gwarancję poręcza? Otóż nikt. Trudno uwierzyć, że cały system finansowy wokół rynku hipotecznego w USA działał właśnie bez zabezpieczenia, wypuszczając jednocześnie na rynek pożyczki wysokiego ryzyka. Skrajna niekompetencja, krótka wyobraźnia, arogancja? No ale czy banki bawiłyby się w taką spekulację, jakby wiedziały, że nie da się na niej zarobić?  Czyli działanie było świadome, tylko nikt nie docenił skali jego uderzenia. Banki inwestycyjne zakładały się z inwestorami o stabilność rynku nieruchomości, a inwestorzy obstawiali jego krach. Majstersztyk.

     

  1. Przekręt bez sprawcy – nie ma winnych, ale wiadomo kto zapłaci

    Patologia rynku mieszkaniowego wychodzi na wierzch. Bankierzy szukają sposobności ‘redystrybucji’ swoich trefnych pozycji, byle tylko zamaskować rażące błędy. Nie można przecież dopuścić do spłoszenia inwestorów i zmiany sentymentu agencji ratingowych, bo jeszcze się  nadzór zbudzi z letargu.

    To wszystko jest jednak tylko wąskim kadrem całej układanki, który po drodze pomija wiele wątków sprawczych dla rozwoju całego procederu. Nie można więc perspektywy Big Short przyjmować jako całościowego obrazu kryzysu. To pewien głos w znacznie szerszej dyskusji. Film np. nie poświęca miejsca na wskazanie roli Fed’u w kreowaniu bańki nieruchomościowej. A przecież administracja rządowa w istotnym stopniu nadmuchiwała toksyczny popyt na nieruchomości, uzasadniając to świętym prawem każdego obywatela do posiadania własnego domu. Skoro rząd tak twierdzi, a banki pozwalają zaciągać pożyczki bez zdolności kredytowej, to jaki laik, by tego nie łyknął?


    Kilka pozafilmowych rozszerzeń, które warto znać:

    Wrzesień 2008 rusza „czarna seria”:

    Finansiści z amerykańskiej Rezerwy Federalnej ogłaszają bankructwo Lehman Brothers – obecnego na rynku od 158 lat, jednego z największych na świecie banków inwestycyjnych, którego prezes Richard Fuld na przestrzeni, poprzedzających upadek, ośmiu lat zarobił prawie pół miliarda USD. Aby chronić swój majątek przed potencjalnymi pozwami, przepisał na żonę za 10 dolarów posiadłość na Florydzie – kilka lat wcześniej kupioną za ponad 13 mln USD. A to feler…

    Bank of America przejmuje największy na świecie dom maklerski Merrill Lynch, za niespełna 40 proc. jego wartości księgowej (50 mld USD). Fannie Mae (Federal National Mortgage Association) oraz Freddie Mac (Federal Home Loan Mortgage Corporation) – największe instytucje rynku hipotecznego USA przejmuje rząd federalny, z portfelem łącznie 5 bln USD w długach i obligacjach hipotecznych. Takie tam zaskórniaki…

    W ciągu jednego dnia gigant rynku ubezpieczeniowego AIG, traci na notowaniach w US 60 proc., żeby zapobiec bankructwu rząd amerykański wykupuje prawie 80 proc. jego udziałów. Szef AIG, Martin Sullivan odchodzi z 15 mln USD odprawy, 28 mln USD pensji za rok 2008, czyli całkiem przyzwoitym kieszonkowym, żeby pozwolić sobie na spokojny żywot rentiera na emeryturze.

    Bankowe kolosy inwestycyjne – Morgan Stanley i Goldman Sachs ograniczają sprzedaż do rynku detalicznego. Eksperci wieszczą kres ery bankowości inwestycyjnej na Wall Street. Załamanie na światowych giełdach.

    Październik 2008 – Kongres przesłuchuje Alana Greenspana, szefa Fedu, stwierdzając katastrofalne uchybienia w nadzorze finansowym. „Ten kryzys okazał się znacznie głębszy, niż cokolwiek, co byłem sobie w stanie wyobrazić. To był mój błąd” (Greenspan). A tam, zdarza się…

    Listopad 2008 – z 350 mld USD funduszu ratunkowego rząd amerykański przeznacza połowę na skupowanie od banków toksycznych długów w ramach programu Troubled Asset Relief Program. Reszta środków ma dokapitalizować banki w zamian za ich akcje. Według danych Eurostatu strefa euro wchodzi w recesję, a dwa miesiące wcześniej premier Donald Tusk zapowiada wejście Polski do strefy w 2011 r.

    Grudzień 2008 – FBI aresztuje Bernarda Madoffa, byłego szefa giełdy nowych technologii Nasdaq, twórcę funduszu obsługującego najbogatszych pod zarzutem sprzeniewierzenia – jak później oszacował sąd – nawet 179 mld USD należących do jego klientów. Fundusz okazał się być tylko piramidą finansową, płacącą dywidendy kolejnym klientom z pieniędzy uzyskanych od nowych inwestorów. W czerwcu rok później sąd skazał Madoffa na 150 lat więzienia. „To wszystko jest jednym wielkim kłamstwem” – słowa Madoffa przed aresztowaniem – o ironio całkiem prawdziwe…


    Ile za kryzys zapłaciła Polska?

    41 mld zł – taką stratę w krytycznym 2009 roku poniosła Polska na wyhamowaniu tempa wzrostu PKB z 4,9 do 1,7 proc. Kilkaset polskich spółek, kierowanych żądzą zysku wpadło w pułapkę opcji walutowych. Bankructwo ogłosiły m.in. Odlewnie Polskie w Kielcach i katowicki Pronox Technology.

  2. System przywrócony – the show must go on

    Ocena bohaterów filmu jest dość niejednoznaczna – demaskując wynaturzenie całego systemu i przewidując jego krach, zdobywają zaufanie i sympatię, miejscami nawet można się zapomnieć i zacząć za nich trzymać kciuki. W ostatecznym jednak rachunku na wykiwaniu tego systemu zarabiają. Zarabiają na spekulowaniu przeciwko gospodarce swojego kraju – na milionach ludzi, którzy stracili domy, pracę i oszczędności swojego życia. Na kryzysie, który poza nielicznymi, zuboży wszystkich innych.

    Ostateczne więc przesłanie filmu – mimo komediowych interwałów – jest frustrujące i demoralizujące (nie wiem co bardziej). Na końcowych planszach narrator uświadamia, że uratowany w gorszący sposób z kieszeni wyrzuconych na bruk ludzi system bankowy nie wyciągnął z tego krachu żadnej lekcji. Bankierzy jak tylko stanęli na nogi dzięki bailoutowi (pomocy rządu sposorowanej z pieniędzy podatników), zaraz zapakowali swoje toksyczne kredyty w nowe pudełka i wypuścili na rynek. Gra toczy się dalej…

Czy ktoś z architektów tego przekrętu, czy tych, którzy pozwolili mu na kredytobiorcach zarabiać, odpowiedział za to?

Banki, czy doradcy inwestycyjni sprzedający produkty będące w istocie wydmuszkami, regulatorzy i rząd, którzy przez lata tolerowali wynaturzenia rynku, agencje ratingowe, które sztucznie zawyżały wyceny dla ryzykownych instrumentów pochodnych wciskanych przez banki? Nikt.

A poza ekranem? Też nikt:

Żaden z prezesów czy wysokich menedżerów bankowych z Wall Street nie został postawiony w stan oskarżenia za rolę w kryzysie finansowym. Agencja ratingowa Moody’s, mimo oskarżeń o manipulowanie wycenami nawet nie zmieniła prezesa – Raymond McDaniel zajmuje stanowisko od 2001 roku. Szefowa agencji Standard & Poors, została zwolniona, ale teraz prowadzi własną firmę inwestycyjną i zasiada w radzie nadzorczej Boston College. Szefowie europejskich instytucji finansowych, którzy beztrosko manewrowali produktami amerykańskiej inżynierii finansowej, też uszli cało, poza stratą stanowiska i – czasami – odpraw. Wyjątkiem był wspomniany Bernard Madoff, twórca funduszu będącego piramidą finansową skazany na 150 lat więzienia.


Generalnie film warto zobaczyć.
Polecam też zniewalająco prosto opowiedzianą historię kryzysu z 2008 r. i jak znajdziecie chwilę Inside Job (2010) – nagrodzony Oscarem.

Źródło grafiki: http://bit.ly/1Zza18s

No Comments

Click on a tab to select how you'd like to leave your comment

Post A Comment

*